Urok wielkomiejskiej architektury

Urok wielkomiejskiej architektury

Dodano: 
Urok wielkomiejskiej architektury
Urok wielkomiejskiej architektury
Misterna rekonstrukcja bardzo zniszczonych kamienic może generować koszty od 50 do 100 proc. wyższe niż w wypadku innych inwestycji budowlanych – mówi Andrzej Kawalec, przewodniczący rady nadzorczej Fenix Group.

Odnawiacie zabytkowe kamienice w Warszawie, przywracając im nie tylko drugie życie, ale i dawno zapomniany przepych. Dlaczego akurat w stolicy?

To się zaczęło wiele lat temu, na początku XXI w. Spacerowałem po Warszawie i moją uwagę zwróciła duża liczba zrujnowanych budynków. W prasie często czytałem doniesienia o ich stopniowym wyburzaniu. To mi się nie podobało, więc postanowiłem mieć swój udział w odtworzeniu pierwotnej tkanki miasta. Dziś to nasza misja. Tutaj naprawdę nie chodzi tylko o zarobek, bo wtedy budowalibyśmy zwykłe bloki od zera – to dużo szybsze, mniej problematyczne i bardziej rentowne. A my chcieliśmy mieć swój udział w odtwarzaniu historii miasta, w którym żyjemy i które ma za sobą wiele traumatycznych przeżyć. Mamy nadzieję, że kiedyś zostanie to docenione.

Chyba jest doceniane przez tych, którzy kupują u was mieszkania?

Na początku ludzie byli bardzo sceptyczni, nie wierzyli w te projekty, nie wierzyli w centrum miasta. Dziś są do nich dużo bardziej przekonani. Blokadą przy decyzji zakupowej dla wielu klientów był choćby brak miejsc parkingowych przy kamienicach. Dziś zauważamy ewidentnie większe zainteresowanie wśród kupujących, którzy doceniają lokalizację, czyli to, co powinno być zawsze ważnym kryterium przy zakupie nieruchomości, ale także nieprzemijający urok starej, wielkomiejskiej architektury.

Dlaczego w takim razie nie ma zbyt wielu firm na rynku zajmujących się podobną działalnością?

Praca w starym budynku jest dużo trudniejsza od pracy zwyczajnego dewelopera. Te budynki są w złym stanie i wymagają generalnego remontu. My nie chcemy ich wyburzać. Prace renowacyjne są czasochłonne i kosztowne, bo trzeba pracować na już istniejącej tkance w centrum tętniącego życiem miasta. Ponadto rewitalizacja budynku wymaga współpracy z wieloma instytucjami państwowymi, m.in.: powiatowym inspektorem nadzoru budowlanego, Prezydentem m. st. Warszawy, wojewódzkim konserwatorem zabytków, wojewódzką komendą straży pożarnej. Nasza praca polega również na ciągłym kontakcie i współpracy z sąsiadami, wspólnotami, współwłaścicielami. Aspektem, który jest jednak dla nas bardzo przykry, są wypowiadane pod adresem naszej firmy niesprawiedliwe opinie ze strony kilku lokatorów komunalnych, którzy zamieszkują kupione przez nas kamienice. Osoby te utrudniają prowadzone przez nas prace remontowe, twierdząc, że są one zbyt uciążliwe. Natomiast właściciele mieszkań w naszych budynkach odetchnęli z ulgą, wiedząc, że ktoś zaczął remontować zrujnowany budynek i w niego inwestować. Jesteśmy świadomi, że prowadzone przez nas remonty są uciążliwe. Tam, gdzie możemy, pomagamy, na przykład lokatorom z Poznańskiej 14 i Nowogrodzkiej 6A proponowaliśmy mieszkania na czas remontu. Cały proces podnoszenia standardów bezpieczeństwa i przywracania blasku starym kamienicom jest prawdziwym i naprawdę trudnym wyzwaniem.

Czy warto w takim razie się męczyć? Nie prościej byłoby zbudować od podstaw luksusową nieruchomość stylizowaną na przedwojenną kamienicę?

Przepisy zabraniają takich inwestycji, czyli tzw. pastiszów – konserwator zabytków uznaje to za fałszowanie zabytków. W efekcie wszystko, co się buduje nowego w Śródmieściu, jest nowoczesne – głównie wysokie, przeszklone wieżowce. Moim zdaniem takie projekty mieszkaniowe są dobre w Dubaju czy Miami, gdzie ludzie lubią mieszkać w wieżowcach ze szkła i stali. Istnieje duże ryzyko, że w dalszej perspektywie te budynki się nie wybronią, a do tego szybko się zestarzeją. Kamienice starzeją się z klasą i za kilkadziesiąt lat wciąż będą zachwycać.

Czy wzrośnie zainteresowanie starymi budynkami w Polsce, czy pojawią się więksi gracze?

Fakty są takie, że włożyliśmy ogromny wysiłek, aby zachęcić inwestorów, głównie zagranicznych, do zainwestowania swojego kapitału w polskie, zabytkowe nieruchomości. Przekonało ich to, że rewitalizacja budynków to dla nas nie tylko działalność biznesowa, ale też misja związana z historią i dziedzictwem kulturowym. To naprawdę dla wielu ludzi ma istotne znaczenie. Pomysł na przywracanie historycznym miejscom dawnej świetności spotkał się z ich uznaniem. Coraz więcej firm deweloperskich ma w swoim portfolio odrestaurowane kamienice.

Jak w takim razie skomentuje pan zabranie wam dwóch kamienic przez komisję reprywatyzacyjną?

Przyznam, że jesteśmy zdziwieni takim obrotem sprawy. Każda nieruchomość została przez nas nabyta w dobrej wierze.

Zawsze zanim przystąpimy do transakcji, zlecamy audyty prawne. Ich fundamentem jest wiara w zapisy polskich ksiąg wieczystych i prawomocne decyzje polskich sądów oraz urzędów. W obecnym stanie prawnym przedsiębiorca prywatny zainteresowany nabyciem jakiejkolwiek nieruchomości więcej możliwości po prostu nie ma. W razie najmniejszych wątpliwości – a przyznam, że czasem były – zawsze odstępowaliśmy od transakcji. Nigdy nie skupowaliśmy roszczeń. Za każdym razem nabywaliśmy konkretną nieruchomość od konkretnych właścicieli.

Czy zdarza się, że padają pod waszym adresem oskarżenia, że niszczycie zabytki?

Robiono nam zarzuty, że zniszczyliśmy zabytkowe rzeźby sów z Okrzei 26, a my je zdemontowaliśmy, pieczołowicie zabezpieczyliśmy w magazynie i czekały na właściwy moment. Dzisiaj, po kilkunastu latach nieobecności, możemy je znów podziwiać. Odnowienie i odtworzenie elementów dekoracyjnych wcale nie jest łatwiejsze niż główne prace budowlano-remontowe w zabytkowym budynku. Wymagają one współpracy ze znakomitymi rzemieślnikami i wybitnymi architektami. Niewiele osób wie, z czym się wiąże modernizacja – ile czasu zajmuje odrestaurowanie każdej klamki, mosiężnego okucia, czy odnowienie drobnych szczegółów balustrady na postawie istniejących części lub archiwalnej dokumentacji; jak trudno znaleźć rzemieślników z powołania, zachowujących dawny sposób wyrobu elementów. Misterna rekonstrukcja zaniedbanych i często bardzo zniszczonych kamienic może generować koszty od 50 do 100 proc. wyższe niż w przypadku innych inwestycji budowlanych. A to z kolei przyczyna, dla której tego typu działań ciągle jest w Polsce stosunkowo niewiele.

Która część pracy sprawia wam najwięcej satysfakcji?

W każdym zakamarku odnajdujemy dumę z przeszłości. To konsekwencja i dbałość o szczegół nadają miastu majestatycznego charakteru. Warunkiem takiej spójności w Warszawie jest odrestaurowanie jej zabytkowych pereł architektonicznych i konsekwentne nawiązywanie do przeszłości. A to zadanie trudne i czasochłonne. Bez wizji, cierpliwości i odwagi praktycznie niewykonalne. O wiele łatwiej postawić nowy, estetycznie obcy budynek od fundamentów, niż odnowić zniszczony i zapomniany zabytek. Nie trzeba się wtedy borykać z nieoczekiwanymi trudnościami i na bieżąco dostosowywać strategii do nowych okoliczności. Odrestaurowanie zabytkowej kamienicy przypomina odkrywanie nieznanych lądów. Wiąże się z ogromnym ryzykiem, niepewnością i często brakiem kontroli. To zadanie dla odważnych, z poczuciem misji, wizją i zrozumieniem miasta jako żywej tkanki.

Jakie są wasze plany, chcecie wyjść z renowacją poza stolicę?

Mamy już za sobą realizację poza Warszawą. W Łodzi odnowiliśmy dawny Dom Towarzystwa Kredytowego przy ul. Pomorskiej 21. Za jego renowację dostaliśmy nagrodę od konserwatora zabytków. Zarządzamy kilkunastoma projektami, więc ich ukończenie jest naszym priorytetem. Nowych inwestycji będziemy szukać w tych samych dzielnicach – ale rozważamy też Wolę, gdzie jest sporo starych i ciekawych kamienic. Ta dzielnica staje się coraz atrakcyjniejsza dzięki tworzącemu się tam centrum biznesowemu. Chcemy się trzymać Warszawy, bo zależy nam na odrestaurowaniu wielkomiejskich zakątków miasta, w którym żyjemy.

Okładka tygodnika WPROST: 49/2017
Więcej możesz przeczytać w 49/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także