Kredytobiorcy nie chcą wyższych stóp procentowych. O ile wzrośnie ich rata?

Kredytobiorcy nie chcą wyższych stóp procentowych. O ile wzrośnie ich rata?

Dodano: 
Budowa mieszkań
Budowa mieszkań
Spodziewane podniesienie stóp procentowych spowoduje wzrost rat o kilkaset złotych. Im wyższe zobowiązanie i dłuższy czas pozostały do spłaty, tym podwyżka będzie bardziej odczuwalna w rodzinnym budżecie.

Coraz wyższa inflacja (w sierpniu wyniosła 5,4 proc. rok do roku) wcześniej czy później doprowadzi do podniesienia stóp procentowych. Być może wydarzy się to jeszcze w tym roku. Od ponad roku stawka referencyjna wynosi 0,1 proc. Dla klientów, którzy mają aktywne umowy kredytowe, to zła wiadomość, bo podniesie wysokość miesięcznej raty. O ile? To już zależy od wysokości zobowiązania i tego, do jakiego poziomu Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopy.

Zmienne oprocentowanie odpowiada za wahanie raty

„Rzeczpospolita” wyjaśnia, że specyfiką polskiego rynku kredytów hipotecznych jest ogromna popularność kredytów o zmiennym oprocentowaniu. Zaciągając zobowiązanie, klient nie wie zatem, w jakiej wysokości będzie spłacał raty w kolejnych latach. Stąd tak ważne jest, by nigdy nie zaciągać kredytu do maksymalnej wysokości swoich możliwości. To, że ktoś przewiduje, że nie będzie miał trudności ze spłatą kredytu w wysokości X zł, nie oznacza, że bez problemu spłaci ratę podniesioną przez wyższą stopę procentową.

Aby pokazać możliwe podwyżki, „Rz” wzięła pod lupę kredyt na 300 tys. zł zaciągnięty na 25 lat i o oprocentowaniu bazującym na marży 2,3 proc., powiększonej o stawkę WIBOR 3M. Obecnie jego miesięczna rata to 1345 zł. Wzrost stóp o 1,4 pkt proc., powrót stopy referencyjnej do przedpandemicznego poziomu 1,5 proc. i odpowiadający mu wzrost WIBOR 3M skutkowałyby zwiększeniem miesięcznej raty o 220 zł, do 1570 zł. Gdyby stopy poszły w górę mocniej, np. o 2 pkt proc., rata urosłaby wobec dzisiejszej o 320 zł.

Wzrost stóp o 3 pkt proc. przyniósłby zwiększenie raty o 495 zł, a o 4 pkt proc. – już o 680 zł. Ten ostatni przykład oznacza spore zwiększenie raty, bo o połowę w porównaniu z obecną. To jednak mało prawdopodobne, to takie poziomy notowano ostatnio dziewięć lat temu. Nie można jednak wykluczyć, że do tego poziomu nigdy nie dobijemy, wszak mierzymy się z najwyższą od 20 lat inflacją.

Rekomendacja S ma być buforem dla klientów, których nie stać na kredyt

Drożejące nieruchomości skutkują tym, że klienci muszą zapożyczać się coraz bardziej. Hipoteki udzielane w czerwcu tego roku miały średnią wartość 318 tys. zł w porównaniu do 281 tys. zł w styczniu 2020 r. Średni okres umowy kredytu urósł chwilowo nawet do 24,4 lat, z 23,2 na początku 2020 r.

Od lipca obowiązuje Rekomendacja S. Z punktu wodzenia klientów najważniejszymi jej założeniami są regulacje dotyczące wyliczania zdolności kredytowej. Zdolność kredytowa może być liczona dla maksymalnego okresu 25 lat. Banki mogą nadal udzielać kredytów na 30 lat, ale zdolność kredytowa jest liczona jak dla 25-letniego zobowiązania.

Rekomendacja S może przerzedzić grono chętnych na kredyt, a zwłaszcza uniemożliwić zaciągnięcie kredytu osobom, które ledwo się do niego klasyfikowały. Analitycy HRE Investments szacują, że w efekcie zdolność kredytowa osób myślących dotychczas o 30-letnim długu spadła o około 5 proc.

Czytaj też:
Wojna nerwów. Klienci czekają nawet trzy miesiące na decyzję kredytową

Opracowała:
Źródło: Rzeczpospolita
 0

Czytaj także